Bałtyk pokazał pazury - Baltic Polonez Cup 2013 - połamane maszty i awarie jachtów

Zakończyły się tegoroczne regaty Baltic Single & Double Handed Polonez Cup Race 2013. Puchar w kategorii najszybszych jachtów w grupie Single w czasie bezwzględnym otrzymał Zbigniew Gutkowski, który ustanowił także nowy rekord trasy pokonując odcinek 200 mil morskich non stop na trasie Świnoujście - Christianso - Świnoujście w czasie: 14 godzin i 43 minuty. Poprzedni rekord wynosił 35 godzin i 7 sekund.
Puchar Poloneza zdobył Piotr Falk na s/y BLUESINA. Puchar Kuby Jaworskiego i Jerzego Siudego dla najszybszego jachtu Double w czasie bezwzględnym otrzymali Tomasz Cichocki i Jacek Trojanowski na s/y Polska Miedź. Statuetkę Fair Play za udzielenie pomocy i holowanie jachtu Sagala otrzymali Piotr Matwiejczyk i Jan Marchwiński na s/y Falkor.
W regatach żeglarzy samotników i załóg dwuosobowych Baltic Polonez Cup wzięło udział 115 uczestników na 79 jachtach. Zawodnicy wyruszyli ze Świnoujścia omijając wysepkę Christianso na północy wschód od Bornholmu wracając do punktu startu. Uczestników regat nie rozpieszczała pogoda, wiatr 7 w porywach nawet do 9 Bft. Niektórzy żeglarze odnotowali porywy 43-48 węzłów, do tego nieustanne komórki chmurowe z deszczem i gradem.
Część zawodników zrezygnowała z udziału jeszcze przed startem, wiele jachtów wycofało się z trasy, niektóre szukały schronienia przed sztormem w portach Bornholmu. Dwa jachty utraciły maszty,nowy Jacht Mr D Hanse 325 utracił maszt, oraz jacht Stalker. Próby holowania jachtu nie powiodły się i załoga została podjęta na pokład statku ratowniczego - jacht pozostawiono na morzu, po kilku godzinach wysztrandował na plaży w Mielnie. Uszkodzenia płetwy sterowej doznał jacht Sagala, jacht Falkor doholował go do portu Svaneke, uszkodzenia podwięzi wantowej doznał jacht Polus z Jolantą Długajczyk i Lechem Łuckim, jacht Czarny Bonawentura doznał niegroźnego przecieku z linii wału śruby napędowej, wiele jachtów potargało żagle. Awarii uległ również żeglujący na drugiej pozycji znany niemiecki żeglarz Uwe Rottgering na jachcie s/y Rote 66 Class 40, który schronił się w porcie Nekso. Załogi jachtów nie doznały obrażeń.
Świnoujście reprezentowały cztery jachty, były to jednak jednostki jedne z najmniejszych  w regatach, s/y "Nefetiti" i s/y "Scooby Doo" z J.K.. Cztery Wiatry, s/y"Czardasz" z J.K. Kotwica oraz s/y "MS D". Wszystkie za sprawa ciężkich warunków pogodowych wycofały się z drogi. Tym , którym udało się pokonać całą trasę regat należy się wielkie uznanie.
RELACJE:
Sławek Turniak
Jacht „Amajo” został mi udostępniony na czas regat przez jego życzliwych właścicieli na specjalnych warunkach. Obecnie jest to jednostka przystosowana do odbywania głównie rejsów turystycznychn z walorami morskiego jachtu regatowego. Regaty poprzedził okres przygotowawczy łącznie z rejesem bałtyckim odbytym z inicjatywy i na zaproszenie właścicieli jachtu. I to była moja jedyna „inwestycja”. Żagle zaś były w wystarczająco dobrym stanie by sprostać zapowiadanym warunkom pogodowym.
W trakcie regat już w drodze powrotnej po minięciu Bornholmu (grot 2-gi ref, genua ½ zrolowana) o godz, 04:30 gwałtowny huraganowy podmuch wiatru (ponad 50kn) spowodowł uszkodzenie genuy, jacht wyostrzył a po chwili uległ uszkodzeniu róg fałowy grota. Prawie w tym samym czasie i pozycji uległa podarciu genua na „Polskiej Miedzi”.
Po sklarowaniu uszkodzonych żagli postawiłem foka sztormowego, lecz w tym momencie mogłem już tylko żeglować półwiatrem w kierunku Niechorza. Także prowizoryczna naprawa grota w panujących warunkach pogodowych (wiatr 30-38kn, ponad 4-ro metrowe fale)nie zapewniała bezpiecznej kontynuacji. Następnego dnia rano podjąłem więc decyzję o przerwaniu regat i wejściu do Kołobrzegu. Z asystą wyszedł mi na przeciw Maciek Ziemba ktory wcześniej zawinął na „Janeczce 2” do Kołobrzegu – dziękuję Maćku!.
Na miejscu czekali już na mnie armatorzy jachtu w osobach Tomka i Sylwii oraz Arka. Jestem im niezmiernie wdzięczny za okazaną pomoc i wsparcie. Po szczegółowej inspekcji jachtu sprawnie i efektywnie eliminowano większe i mniejsze uszkodzenia, zmieniono zniszczone żagle na dostarczony zestaw awaryjny i sprawdzono napęd pomocniczy. Już wieczorem jacht był gotowy do przeprowadzenia go do Świnoujścia gdzie dotarliśmy wspólnie nad ranem.
Reasumując – jacht spełnił moje oczekiwania, do połowy trasy byłem w ścisłej czołówce z dużą szansą na utrzymanie zajmowanej pozycji. Uszkodzenia żagli nastąpiły w wyniku utrzymywania przeze mnie regatowego stylu żeglowania, ciężkich warunków atmosferycznych i bardzo silnych zjawisk konwekcyjnych. Awaryjne ożaglowanie umożliwiło bezpieczne dotarcie do portu schronienienia o własnych siłach. Zdecydowanie gdybym miał taką możliwość jeszcze raz wybrałbym jacht „Amajo” do uczestnictwa w morskich regatach ze względu na jego bardzo dobre właściwości nautyczne, wyposażenie i dzielność morską.
 
Opowieści z morza:
" Sputnik II"
 
Wycisnąłem z 39 letniej łajby prawie wszystko co było możliwe. Mógłbym przypłynąć może 2 godziny szybciej ale ryzykowałbym wtedy urwanie dziobu na krótkiej 4 metrowej fali, więc na ostatnim odcinku Bornholm - Świnoujście postanowiłem zwolnic z 7 do 5 węzłów i zwaliłem foka sztormowego.
Warunki w trakcie powrotu były na prawdę paskudne. Wiało 9 B z dodatkowymi szkwałami, których siły nie potrafię określić bo kładły SPUTNIKA II na samym trzecim refie grota na płasko i trzymały przy wodzie po kilka minut. Gdyby nie regaty nie zdecydowałbym się na żeglugę na wiatr. Kiedy wyszedłem spod osłony Bornholmu żegluga wyglądała jak zjazd na Wigry 3 z Giewontu bez siodełka i hamulców
Fale co chwilę wchodziły do kokpitu więc pompowałem wodę co godzinę. O spaniu czy jedzeniu czegoś poza batonami nie było mowy.
Mam z tej jazdy cholerną satysfakcję i wielki szacunek dla jachtu.
Ukłony dla wszystkich zawodników za doskonałą rywalizację i prawidłową ocenę możliwości swoich i swoich jachtów. Wszyscy są cali i jedyne ofiary jakich zażądał Neptun to kilka masztów i innych szpejów.
 
s/y HWG. Kilka godzin przed startem Polonez Cup wyszłam ze Świnoujścia. Fale do 3, 5 m, wiatr regularna 6. Korzystam z prognoz norweskich, bardzo precyzyjnych (www.yr.no) więc wiedziałam, że mam" okienko" a potem będzie gorzej. Już na Bornholmie spotykaliśmy tych co się wycofali. Szacunek dla tych co mieli rozsądek i nie wystartowali. Inka
 
S/y „Blekot”
Prognozy pogody są niepokojące. Na odprawie meteo obie firmy są dosyć zgodne, podają spodziewany, nasilający się wiatr stały do 7 bufortów oraz możliwość rozwoju zjawisk konwekcyjnych, później w ciagu dnia i najbliższej nocy oraz efekt przylądkowy przy Bornholmie. Miny konkurentów są różne. Nie do końca jestem przekonany, że wszyscy wyobrażają sobie co mogą oznaczać te „zjawiska” i „chmury konwekcyjne” - cumulonimbus może wygenerować prawie dowolną chwilową siłę wiatru i nie bardzo daje się to prognozować no ale widać go z daleka, lepiej się nie spotykać. Witowo Radio podaje "ostrzeżenie przed sztormem" i spodziewany wiatr 8 bufortów w szkwałach. Internetowe prognozy też są zadziwiająco zgodne - jeżeli popłyniemy to nie ma zmiłuj. Początek co prawda baksztagiem ale trzeba się wyhalsować przy Christianso pod wiatr i fale a tam już będzie poza osłoną Bornholmu, powrót bajdewindem ... Raczej nikt nie popłynie inaczej niż po prostej "tam i nazad" (po sprawdzeniu trackingu stwierdzam, że myliłem się w tej opinii), siły napędowej nie zabraknie, jachty będą płynąć z pedkością zbliżoną do maksymalnej, ograniczoną tylko możliwością sterowania i odpornościa jachtów i załogi. Strategia dla nas? Cóż ... dopłynąć do mety, raczej nie pościgamy się z dłuższymi.
 
Sprawdzam takielunek, dociągam wanty. Wyciągam żagle sztormowe, które widzialem tylko w postaci "worka z napisem" i oglądam je dokładnie na trawie - to są żagle od Mini 650, zgodne z przepisami klasowymi dla regat oceanicznych, wykonane z pancernego (i wściekle pomarańczowego) dakronu! Grot ma jeden a fok dwa refy i wygłądają jak nowe! Humor mi się wyraźnie poprawia, z takim zestawem to silne wiatry są mniej straszne a fale też już niezłe przerobiliśmy po drodze, w końcu jest nas dwóch - damy radę! Składamy też spinaker, który być może uda się użyć na początku, zaraz po starcie.
 
Komplet wyścigowy
Przed startem refujemu grota na pierwszy ref bo łódka ostrzy nadmiernie. Pogoda piękna, świeci słońce, wiatr wieje, na błekitnym niebie piękne cumulusy, widzialność idealna ... tylko prawie wszyscy nas wyprzedzają i za nami zostały już chyba tylko "Setki", mniejszych od nas łódek nie ma za wiele. Obserwujemy kłopoty innych ze spinakerami, oraz wracające do portu jachty. Fala nie jest na razie duża, wiatr do 5 bufortów, płyniemy 6 węzłów, trzeba postawić spinaker, choćby na chwilę, żeby fotki jakieś zrobić. Przez chwilę płyniemy pod ładnym pomarańczowym spinakerem ale wymaga to uważnego sterowania a prędkości jeśli przybyło to minimalnie. GoPro robi zdjęcia co minutę ale obudowa zaparowała, suszymy i robi dalej. Na razie sielanka. Płyniemy trochę nawietrzną stroną trasy, żeby "było z czego" odpadać, jak wzrośnie wiatr i fala. Pojawiają się wypietrzone cumulonimbusy z opadem. Jednego udało nam się minąć bokiem, ale ten drugi to po nas przejedzie. Co prawda nie widać na wodzie ani na niebie oznak silnego szkwału w naszej okolicy ale może "czaić się" tam gdzie widok zasłania opad. Silny deszcz tłumi na chwilę falę, szkoda, że w kamerze skończyła się już bateria, widok jest kosmiczny. Zmieniamy grota na sztormowy, potem foka. Szymon pyta przez radio czy u nas OK, jemu chmura pourywała pełzacze na grocie. 
 
Wieczorem wiatr rośnie, fala już solidna, trzeba sterować ręcznie, czasami nas wywozi do wiatru i trudno jest odpaść ale daje się to opanować, wydaje mi się, że sam fok sztormowy to trochę za mało (pewnie predkość spadła by nam o pół węzła ;-)). Grzegorz steruje, ja idę pospąć, budzi mnie zmiana halsu, bez butów i kamizelki jestem mało przydatny, trzask bomu przy zwrocie powrotnym na kurs jest przeraźliwy, od razu wiem, że coś jest nie tak, grot się trzepie, urwał się i poleciał w morze rzep mocujacy róg szotowy do bomu, stojąc w zejściówce dociągam szkentle na maksa, da się płynąć, dobrze, że tylko tak się to skończyło (dupa ze mnie, nie kapitan ...). Ubieram się i zmieniam Grzegorza. Jest ciemno, księżyc już zaszedł, morze czarne ale miedzy kłębiastymi chmurami świecą gwiazdy i przelatuja meteory, widok bajkowy. Widać już latarnie Dueodde i choć czasami ginie za falami to łatwiej trzymać kurs na nią niż na kompas czy GPS-a. Wiatr oscyluje około 26-28 węzłów, w porywach 32, poźniej 35. Chcę wybrać grota ale coś nie idzie, zapalam czołówkę i przez dłuższą chwilę przyglądam się bez zrozumienia konfiguracji takielunku, bom leży na pokładzie opierając się nad zejsciówką o laminat, urwał się ... cholera. Na czym on się tak sztywno trzyma? Aaa ... przeciez przez środek idzie szkętla z dyneemy, która wybrałem na maksa korbą. Zastanawiam się co można zrobić, zasadniczo tego grota można używać jak trajsel no ale baksztagiem to będzie kiepsko działać i potem nie będzie się dało go łatwo zarefować, a przecież wiatr dopiero ma się nasilić ... no i co zrobić na wodzie z linami które idą środkiem bomu ... uciąć? Wiązanie bomu do masztu raczej nie wchodzi w rachube, tam są ostre kanty coś sie upieprzy ... Widzę światła dwóch jachtów wracających już z Chritianso i słysze pogaduszki przez radio "Polskiej Miedzi" z kimś przed nimi. Omijam wypłycenie przy latani szerokim łukiem i chowam się za wyspę, wiatr tutaj słabszy i fala też malutka.

Nexo

Budzę Grześka na podejściu do Nexo, port przyciąga ... Wchodzimy bez problemu, chwilę po drugiej w nocy, port znam, stajemy na wolnym miejscu rezydenckim, oglądamy straty i inne jachty z "polonezowymi numerkami" w basenie rybackim. "Amo" też jest, Kapitan śpi. Słyszymy korespondencję holowanej uszkodzonej "Sagali" i "Falkora", wołamy, chcemy im powiedzieć, że wejście do Nexo 'jest spoko' ale nie odpowiadają, widzimy, że wchodzą. Kładziemy się spać. Rano zastanawiamy się co robić dalej: wracać, płynąć dalej, wracać prosto do Gdańska? Dostajemy SMS-a od sędziego głównego, że jachty, które schroniły się w portach mogą kontynuować wyścig, zgodnie z regulaminem - tego nam brakowało do podjęcia decyzji, wraca bojowy nastrój - naprawiamy się i płyniemy!
 
Blekot w Nexo
Meldujemy się w porcie (135 koron, za 6,5 metrowy jacht, bez wody i prądu - a mówią że w Sopocie 70 zł allinclusive to drogo), demontujemy ułamany kawałek duralu i idę szukać gdzie można by było wyrzeźbić z metalu coś podobnego, po drodze wstępuję do Szymona. Pokazuję łącznik bomu z masztem a On mówi, że chyba ma coś takiego w skrzynce z narzędziami, uradowany wracam z solidnym kawałkiem nierdzewki w ręce na jacht (dziękuje!). Hmm ... nie pasuje do bomu, za grube. Idziemy szukać warsztatu gdzie można by to pocienić, robią nam to w 5 minut warsztacie samochodowym. Zasadniczo możemy płynąć, idę sprawdzić prognozę Duńską, jeszcze ma wiać 8 bufortów przy Christianso, potem ma słabnać. Może jeszcze by coś zjeść? W fast-foodzie zamawiamy max-cośtam-burgery ... dostajemy coś ogromnego z bekonowymi chrupiacymi skwarkami. Zaczyna padać deszcz, na nawietrznej wyspy ogromna chmura Cb, jakoś nie spieszy mi się. W końcu jestem mentalnie gotowy, przed wyjściem idę obudzić Szymona.

Christianso lewą burtą i do domu

 
Zestaw wściekle pomarańczowy w drodze na Christianso
Po wyjściu z portu stawiamy sztormowy, pomarańczowy komplet żagli i cofamy się do punktu gdzie uruchomiliśmy 'patefon'. Potem kurs na Christianso, GoPro robi zdjęcia, Grzegorz steruje, ja niby próbuję spać ale co chwila patrzę w koi na 'giepsa'. Przed wyspą wyprzedza nas Amo. W pobliżu wyspy wychodzę do kokpitu, pogoda piękna, popołudniowe słońce oświetla malowniczo wyspę, trochę chlapie. Mijamy pierwszy punkt ograniczający strefę wyspy od południa, ostrzymy, przechył zrobił się znaczny i są kłopoty ze sterowaniem, szybko redukuję grota, zostaje mała chusteczka i żegluga robi się bardziej komfortowa. 
 
Rano zmieniamy żagle na na wyścigowe
Po minięciu wyspy odpadamy, rozrefowujemy się i Grzegorz schodzi się ogrzać i pospać. Z początku jeszcze jest znaczna fala ale potem coraz bardziej chowamy się w cieniu Bornholmu. Można by zmienić foka na większy ale potem znowu trzeba by zmienic na noc na sztormowy. Dzwonię do Roberta z zapytaniem o aktualną pogodę na noc, właśnie wyjeżdżał z domu ale po pół godzinie dostaje sms-a z prognozą na noc i rano, dokładnie to czego potrzebowałem (dziękuję!). Po minięciu wyspy wiatr się w końcu wzmaga do siły odpowiedniej dla naszych żagli. W nocy zmieniamy się na oku, zimno jak cholera, autropilot steruje w półwietrze bez problemów. Idziemy trochę pełniejszym kursem od Szymona. W nocy widzę dziwnie oświetlony statek, namiar burtowy się nie zmienia a statek coraz większy, nie mogę sobie wyobrazić jak on płynie, w końcu przechodzę na ręczne sterowanie i odpadam, mineliśmy się, wracam na kurs i zastanawiam się czemu nie wyostrzyłem zamiast odpadać (potem ogłądam na tracku Szymona identyczny schodek).
 
Rano wiatr słabnie, zimno, ciężko zmobilizować się do działania ale w końcu zmieniamy żagle na wyścigowe i kurs bardziej na Świnoujscie. Przed metą jeszcze jakieś dwa halsy, w końcu przecinamy linię mety koło czerwonej główki z czasem 49 godzin 23 minuty 56 sekund. Plan minimum wykonany - czas lepszy od zeszłorocznego.